Koncert intymny Rubinsteinów
We wtorek 29 stycznia w Bibliotece Niedźwiadek spotkał się Dyskusyjny Klub Książki, aby przedyskutować następujące pozycje książkowe: „Nela i Artur : koncert intymny Rubinsteinów” Uli Ryciak i „Wściekły pies” Wojciecha Tochmana.

Ula Ryciak zaczyna powoli specjalizować się w nietypowych biografiach znanych i wielkich postaci. Pisała już o Agnieszce Osieckiej, a teraz sięgnęła po życiorys Artura Rubinsteina – pianisty, wirtuoza, artysty, którego pokazuje czytelnikom oczami jego małżonki, Neli.
Opowieść o miłości, wydawałoby się idealnej... która jednak nie do końca okazała się idealna. Rubinstein, choć nie można go uznać za egoistę, jest jednak narcystyczny, egocentryczny i, jak większość artystów, uzależniony od podziwu i uwielbienia innych, zwłaszcza płci pięknej. Przez wszystkie te cechy, rodzina nie ma z nim łatwego życia, a Nela, decydując się na związek z muzykiem światowej sławy, musi zrezygnować z własnych ambicji i marzeń o tańcu w balecie, poświęcając się całkowicie prowadzeniu domu i życiu w cieniu małżonka.
Rubinsteinowie wiedli życie światowe, prowadząc kilka domów w wielu miejscach na świecie. Życie to opływało w luksusy. Nela wszędzie urządzała dom od podstaw, dbając, by funkcjonował na odpowiednim poziomie. Jednocześnie dzięki temu znalazła jednakże sposób, aby spełniać własne ambicje, ukazując nieprzeciętny talent do organizacji przyjęć i gotowania wyśmienitych dań i deserów, czym zasłynęła w kręgach bohemy artystycznej.
To właśnie wspomnienia Neli po odejściu małżonka wiodą nas przez meandry niełatwego życia, jakie dzieliła z muzykiem. Niejednokrotnie pojawiają się w nich gorzkie nuty, jak na przykład wtedy, kiedy wyjeżdżając z Arturem na długie tournée, musiała na wiele miesięcy zostawić małe dzieci pod opieką nianiek i służby. Co jednak może zastanawiać, a wręcz dziwić, to łagodność i brak negatywnych ocen małżonka, który przecież nie był łatwym towarzyszem życia. Wystarczy wspomnieć, że zdradził małżonkę już w czasie wesela...
Książka Uli Ryciak obfituje w wiele anegdot z życia wyższych sfer i bohemy artystycznej nie tylko naszego kraju. Czytając niejednokrotnie mamy okazję natknąć się na znane nazwiska, postacie i związane z nimi dodatkowe „smaczki”. Naprawdę warto zajrzeć i delektować się lekturą.

Zupełnie inny typ literatury prezentuje druga poddana dyskusji lektura, czyli „Wściekły pies” Wojciecha Tochmana. Jest to zbiór reportaży, z których część ukazywała się na łamach „Gazety Wyborczej”. Dziesięć tekstów, w których autor nie stroni od trudnych, często bolesnych tematów, zachowując równocześnie pełen obiektywizm i powstrzymując się od jakiejkolwiek oceny. Tę pozostawia czytelnikowi. Wojciech Tochman jest niewątpliwie mistrzem gatunku. Ma świetny warsztat, lekkie i obiektywne pióro. Jego historie wciągają i poruszają. Cytuje w nich swoich bohaterów, przytacza opinie, jednak nie szuka winnych, nie ocenia. Wszystkie dziesięć historii zamieszczonych w książce, choć na pozór mogą wydawać się zupełnie różne i pozbawione łącznika, ma jeden wspólny mianownik – ludzkie dramaty. Lakonicznie, z dystansem ale i szacunkiem autor opowiada o cierpieniu, wyalieniowaniu, wyobcowaniu tych, którzy są inni, którzy w jakiś sposób się wyróżniają, którzy przeżyli tragedię. Spokojnym i klarownym językiem Tochamn opowiada o bólu, nienawiści, cierpieniu, skupiając się w historii zawsze na tym, co najważniejsze – na obiektywnym przedstawieniu faktów i emocji tak, aby nie przesłoniły one całości obrazu. By czytelnik sam mógł ocenić, po której stronie się opowiedzieć, by mógł zastanowić się, jak sam zachowałby się w podobnej sytuacji. Przypadki opisane w książce mogły wydarzyć się kiedykolwiek i z pewnością niejednokrotnie jeszcze coś podobnego będzie miało miejsce, dlatego właśnie warto sięgnąć po teksty Wojciecha Tochmana – są uniwersalne, a zawarty w nich przekaz emocjonalny sprawdzi się w każdej sytuacji.




Relację przygotowała klubowiczka
Katarzyna Miniewicz

Zapraszamy do galerii zdjęć