Wrzesień 1991 roku. MTV emituje teledysk do “Smells Like Teen Spirit” Nirvany. Surowe gitary, buntownicza energia i charyzma Kurta Cobaina sprawiają, że oczy muzycznego świata zwracają się ku Seattle w stanie Waszyngton. Popularność utworu i albumu „Nevermind” wynosi lokalną scenę na szczyty list przebojów, a termin grunge staje się określeniem muzycznego fenomenu początku lat 90.

To właśnie temu zjawisku poświęciliśmy ostatnie spotkanie Dyskusyjnego Klubu Muzycznego „Między dźwiękami”. Rozmawialiśmy o zespołach, które stworzyły historię Seattle, wspominaliśmy ulubione albumy i dzieliliśmy się osobistymi doświadczeniami związanymi z muzyką tamtej epoki.

Grunge nie pojawił się znikąd. Jego korzenie sięgają niezależnej sceny punkowej i hardcore’owej lat 80. Wspominaliśmy weteranów lokalnego undergroundu: 10 Minute Warning, łączących punkową energię z cięższym brzmieniem oraz U-Men, których niepokojąca, surowa muzyka pomogła ukształtować charakterystyczny klimat Seattle. Ważną rolę odegrał również Green River – jeden z pionierów grunge’u, którego rozpad doprowadził do powstania Mudhoney oraz Mother Love Bone.

Osobne miejsce poświęciliśmy Mother Love Bone, zespołowi z charyzmatycznym Andrew Woodem, łączącemu ciężkie riffy z glamrockową ekspresją. Tragiczna śmierć wokalisty w 1990 roku doprowadziła do powstania projektu Temple of the Dog. Chris Cornell z Soundgarden oraz muzycy, którzy później stworzyli Pearl Jam, nagrali album będący hołdem dla przyjaciela. To jedna z najbardziej poruszających historii w dziejach sceny Seattle.

Przypomnieliśmy również najważniejsze albumy epoki: „Ten Pearl Jam”  z takimi utworami jak „Alive” i „Jeremy”, „Badmotorfinger” Soundgarden, prezentujący ciężkie, niepokojące riffy i niezwykły głos Chrisa Cornella oraz „Dirt” Alice in Chains – mroczną, przejmującą opowieść o uzależnieniu, samotności i wewnętrznych zmaganiach.

Seattle to jednak nie tylko grunge. Rozmawialiśmy także o punkowym obliczu miasta, reprezentowanym przez The Gits z charyzmatyczną wokalistką Mią Zapatą oraz 7 Year Bitch – bezkompromisowy, kobiecy zespół punkrockowy, który udowadniał, że scena niezależna ma wiele głosów i nie zamierza podporządkowywać się regułom mainstreamu.

Naszą podróż do Seattle dopełnił film Camerona Crowe’a „Singles” z 1992 roku. Ta opowieść o miłości i codzienności młodych ludzi stała się również portretem muzycznej społeczności miasta. Obecność muzyków Pearl Jam i Soundgarden oraz znakomita ścieżka dźwiękowa sprawiają, że film pozostaje wyjątkowym dokumentem atmosfery tamtych czasów.

Podczas spotkania nie zabrakło osobistych wspomnień, rozmów o pierwszych przesłuchanych płytach i utworach, które zostały z nami na lata. Zastanawialiśmy się, dlaczego muzyka Seattle wciąż porusza kolejne pokolenia i co pozostało z rewolucji, która na początku lat 90. zmieniła oblicze rocka.